środa, 30 kwietnia 2014

Stylowa Środa czyli czerń i biel.

    No to dzisiaj mamy kolejną mamusiową stylizację. Taka codzienna- na długi spacer. Myślałam,żeby się lekko wystroić- jakieś buciki na obcasie czy cuś- ale u nas to wszędzie górki są! a pchać te małe kloce w szpilkach pod górę mi się nie uśmiecha :)

   No więc cóż mamy na sobie? Ukochane stare jeansy z Primarka w które się ciągle mieszczę-mimo przytulenia kilku dodatkowych kilogramów. Do tego czarna bluzka- prezent od jednego z portali internetowych . Na wierzch kurtka z eko skóry w odcieniu ciemnego granatu firmy Orsay. Nie czarna? Nieee- bo trzeba troszkę tą czarną stylizację załagodzić.
  No to teraz buty- zresztą ważna część kobiecej garderoby. Jakbym ubrała czarne to by było już za ciężko, więc do kontrastu wybrałam białe cichobiegi z Nike. Jak  na dole coś białego, to i  na gorze też trzeba coś dać. Niestety torebka odpada- bo chyba na głowie bym ją nosiła :P więc wybrałam białą dekoracyjną chustę na szyję.

   No ale  kto tam jest ze mną na drugim zdjęciu? To jest mała Julka, a mnie nazywają jej drugą mamą. Czemu? Bo byłam przy jej porodzie i było to-poza porodem mojej dwójki- jedno z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu :D

 I tyle- prosto wygodnie i chyba nawet wygląda ok :D



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Pępuszek okruszek.

Mam do was pytanie- czy czyścicie maluszkom pępki? Nie wtedy, kiedy pępowina jeszcze jest- chodzi mi jak pępowina już odleci. Czemu pytam?
  Co kilka dni jak kąpię dziewczyny to zwracam uwagę na pępuszki. Dzisiaj gdy rozbierałam Weronikę do kąpieli to kolejny raz zrobiłam oględziny pępuszka. Weroniki pępek jest taki 'dziwny'- dolną połowę pępka zasłania skóra z brzucha. Jak będzie starsza, to pewno jej to się zmieni,ale teraz delikatnie tą skórę palcem ruszyłam aby ujrzeć cały pępuszek. No i było tam takiego 'syfku'.I tu moje pytanie- taki mały pępek jak się czyści? I czy w ogóle się czyści?To takie delikatne wszytko jest.
Wiedziałam,że nie mogę tego tak zostawić,żeby nie zaczeło się ślimaczyć, więc wzięłam patyczek do uszu i delikatne to wszytko usunęłam. Pępuszek jest teraz czysty i zdrowy.
  A jak jest u was? Czyścicie pępuszki waszych maleństw?

niedziela, 27 kwietnia 2014

Nowe pozycje :)

No i zaczęło się :D Wędrowanie po łóżeczku, podłodze.... Dziewczyny nabywają nowych umiejętności co wiąże się z tym,że mama ma panikę w oczach. Czemu?

 Weronika nie umie się jeszcze w pełni obracać na brzuch- ta ręka ciągle jej przeszkadza. Niestety ona bardzo lubi się przekręcać w trakcie zasypiania, więc często gęsto zasypia w pozycji brzuszno-bocznej. A ja potem myślę,czy sobie w takiej pozycji czegoś nie zrobi? Czy jej krew do ręki dopływa?. Na szczęście głowa jest zawsze na boku, a jak mocno zaśnie to staram się ją przekręcić chociażby na pełny bok. Nie zawsze jest to możliwe, ale lepsze to niż brzuch do spania.
A Hanka to jeszcze lepsza jest :D Ona to już przekracza wszelkie granice. Na macie interaktywnej to chwili nie poleży spokojnie, tylko zaraz się przekręca. Ona jest lżejsza i łatwiej jej wyciągnąć rękę spod siebie.Więc trenujemy na brzuszku teraz dość intensywnie :)
To tego znalazła sobie zabawę jak leży w łóżeczku- wędruje na bok i kopie w grajka przyczepionego do łóżeczka. Martwię się,żeby za mocno nie kopnęła i nie uderzyła się głową w szczebelki. No ale cóż- nad wszystkim kontroli nie mogę mieć.
A jak już leży wzdłuż łóżeczka to tez nie spokojnie- wtedy jej zajęciem jest kopanie w przewijak :D ta to ma wyobraźnie :D


sobota, 26 kwietnia 2014

Chrzcinowo.

No w końcu chwila spokoju więc nadrabiam. Jak już pisałam wcześniej w Wielkanoc- po wielkich trudach i walce z upartym księdzem- ochrzciliśmy nasze królewny. Jak wyglądał ten dzień? Wprost cudownie :D

 Początek Niedzieli wyglądał zwyczajnie. Pobudka, karmienie, przewijanie. Gdy dzieci zostały już ogarnięte przyszedł czas, aby dorośli wzięli się za siebie. Po kolei zaczęliśmy się szykować a ponieważ msza była o 10:30, a w domu dorosłych osób sztuk cztery to trzeba było się streszczać. Pewno wyobrażacie sobie tą bieganinę hehe :D Blisko godziny dziesiątej zaczęli się zjeżdżać goście. Wszyscy wystrojeni, podniosła atmosfera- a ja znowu poczułam się jak podczas ślubu :D Ach cóż to był za dzień.... O dziwo o godzinie 9:50 wszyscy byli wyszykowani, dzieci w fotelikach i można było jechać.
 Sam Chrzest odbywał się po mszy Wielkanocnej. Wierni wyszli z kościoła i w kameralnej atmosferze zaczęła się ceremonia. Oczywiście Hanka próbowała przegadać księdza :) Na każde jego zadnie ona swoje gaa buuu buuu :D Duchowny próbował zachować powagę,ale mały uśmieszek pojawił się na chwilę na jego twarzy. Ogólnie dziewczyny były bardzo grzeczne z czego byłam dumna :D

  Reszta dnia minęła bardzo rodzinnie. Najpierw obiad, potem kawa, potem podwieczorek itp- jak to w polskiej tradycji się odbywa :) I powiem szczerze,że brakowało mi takiego spotkania. Siedząc już tyle kat w Anglii takich spotkań mam jak na lekarstwo niestety.
Koło 19:00 było po imprezie. Wszyscy się porozjeżdżali do domów a mi zrobiło się smutno...bo kolejna okazja do bycia razem nie wiadomo kiedy będzie....ach

No a teraz troszkę modowo. Ja miałam na sobie mój ukochany miętowy sweterek, buty ślubne i cudowną tiulową spódnicę za kolano.Wiem,że ta długość skraca, ale szpilki były dosyć wysokie więc jak dla mnie kompromis został zawarty. Moje małe modnisie ubrane były w przepiękne sukienki koloru ecru. Nie były to identyczne sukienki, no bo w końcu dziewczyny też nie są identyczne :) Weronika miała sukienkę ze srebrnymi brokatowymi kropeczkami, a Hani sukienka była gładka. Do tego sweterki zrobione przez moją mamę i kamizelki, które dostałyśmy w prezencie od jednej z cioć :) Na główkach małe miały cudowne opaski zrobione przez koleżankę Anię. Buciki do kompletu też były, ale okazały się za duże :(więc były trzewiki zrobione już dawniej przez moją mamę. Toż to nawet ksiądz stwierdził,że damy są wystrojone :)
 





czwartek, 24 kwietnia 2014

Gruszka czy frida?

    Witajcie kochani po kilkudniowej przerwie. Normalnie czułam się jak na odwyku nie mogą nic klepać na klawiaturze ;) Ponieważ jestem już z powrotem w Anglii i padam na twarz po męczącej podróży, dzisiaj króciutko z pytaniem- co jest lepsze do oczyszczana małego noska- stara dobra gruszka czy nowość na rynku- frida?
  Jeszcze zanim byłam w ciąży chciałam zrobić ciężarnej koleżance przydatny prezent. Poszłam więc do apteki po aspirator do nosa- nabyłam wtedy fridę. Do koleżanki niestety jakimś sposobem prezent nie dotarł i tak leżał u mnie w szafie przez długie kilkanaście miesięcy. Gdy moje dziewczyny przyszły na świat to przypomniałam sobie,że mam takie dziwne coś do oczyszczania noska. Wyciągnęłam fridę z pudełka, przykładam do noska i? I to było ogromne przy ich mini noskach. Nie było nawet mowy,że ja miałam tego używać. No i cóż tu począć?? W krótkim czasie mój tato przylatywał do Anglii więc nabył w aptece starą dobrą gruchę do nosa. To okazało się strzałem w dziesiątkę. Dziewczyny miały tak malutkie otworki,że frida zajmowała im pół nosa, a gruszka ładnie delikatnie wchodziła na kilka milimetrów.
  Gruszka była w użyciu aż do teraz. Czemu zdecydowałam się na zmianę ? Bo dziewczyny już tak się kręcą, łapią za wszystko co mają w zasięgu, więc używanie gruszki zrobiło się mało komfortowe i przy tym mało bezpieczne. No więc przeprosiłam starą dobrą fridę i użyłam jej dzisiaj po raz pierwszy. I co? i powiem wam,że dla mnie bomba!Żałuję,że wcześniej sobie o niej nie przypomniałam, bo komfort tej jakże brudnej roboty jest całkiem inny ;) Dziewczyny nadaj się kręcą i łapią za sprzęt, ale teraz mogą złapać za kabelek i na chwilę jest spokój. Do tego ta pewność,że rurka nie wejdzie za daleko do nosa- co jest niestety możliwością podczas używania gruszki.

Mój werdykt- gruszka na samym początku, ale potem frida rządzi :D