piątek, 24 kwietnia 2015

'Nie!'-słowo zbyt często używane.

  Nie. Słowo tak krótkie, ale jaką posiada moc. Wypowiedziane w odpowiednim tonie starcza za godziny tłupaczeń i próśb. 'Nie'- jest najczęściej używanym słowem w kilku pierwszych latach życia naszych pociech. Szczerze- 'Nie' bylo słowem, które jako pierwsze świadomie zaczęła mówić Weronika, i  to zaświeciło u mnie lampkę ostrzegawczą...czy tak ma wyglądać ich życie??
  Nie ruszaj, nie wolno, nie dotykaj. Zostaw, odłóż , nie wchodź! Non stop to samo, w kółko cały dzień tylko NIE NIE NIE NIE!!!! Tez jest tak u was? No niby wszystko dla dobra dzieci, ale czy na pewno? Szperać w dokumentach czy chemikaliach nie pozwalam, ale garnki, miseczki czy gazety tez zabraniać?? 
    Już jakiś czas temu postanowiłam odpuścić w pewnych sprawach. Jak któraś chce powyciągać miseczki, to czemu nie?  Weronika spokojnie wyciąga wszystko z półek, aby po chwili z powrotem to  poukładać.  Hania inaczej- ona nie ma czasu. Ona wszytko wywali, a potem idzie dalej :) Dla nich jest to kilkanaście minut świetnej zabawy, dla mnie kilkanaście minut spokoju i dosłownie minuta sprzątania. Poza tym zaobserwowałam iż poprzez takie- niby wywalanie z szafek- dzieci też się uczą!
   Przykład sprzed kilku dni. Półka z małymi ganeczkami. Babcia zawsze zabrania, bo bałagan itp. Ja pozwoliłam. Weronika po kolei wyciągała po jednym garnczku i kładła na stole. Potem, po kolei chowała każdy garnczek do szafki i zamykała drzwi. Po chwili namysłu znowu wyciągała i znowu chowała. Dla niej to była super zabawa. Po każdym zamknięciu drzwiczek biła sobie brawo z uśmiechem od ucha do ucha. Tego mam jej zabraniać? Przecież nic złego nie robi,niczego nie niszczy i nic nie psuje. A że bałagan? Z dziećmi w wieku przedszkolnym ciągle jest bałagan ;)
    Podobne podejście do słowa-Nie- mam, gdy wychodzimy na dwór. Nie pozwalam wejść na jezdnię i nie ma w tym temacie dyskusji, ale gdy chcą pobiec trochę do przodu- nie zabraniam. Muszą odkrywać świat po swojemu. Muszą dotknąć, wziąć do ręki a czasami spróbować. Wtedy jestem zawsze przy nich, aby pomoc- na przykład-. zebrać piasek z języka, bo Hania musiała zobaczyć jak to smakuje :) Wczoraj poszłyśmy na plac zabaw, który wysypany jest małymi kamyczkami. Pomysł po prostu idiotyczny, bo można skręcić kostkę, kamyki strasznie brudzą i niszczą obuwie. A moje dziewczyny co? Usiadły na samym środku placu i kamyczek po kamyczku brały w paluszki i dawały mamie :) Dla nich to było coś super, hiper extra, dla mnie chwila pełna błogiej miłości ogarniającej moje serce , gdy tak dostawałam kamyczek za kamyczkiem :)

2 komentarze:

  1. Ja tez jestem tego zdania by zakazywac faktycznie to co powinno byc zakazane . w koncu czlowiek uczy sie na bledach juz od malego , a w koncu to co zakazane najlepiej smakuje :) I lepiej aby to bylo pod okiem rodzicow niz z zaskoczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog, zapraszam do siebie http://kaszka-z-mlekiem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń